Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
Witaj nieznajomy.
rejestracjalogowanieRSSFB

kampania
Róg otchłani

Uwaga! Poniższy tekst zawiera sporo spoilerów z kampanii, jednocześnie jednak nie jest poradnikiem dotyczącym przejścia poszczególnych scenariuszy. Służy głównie za pobieżne tłumaczenie akcji gry, a także jako wyjaśnienie występowania w świecie Might and Magic pewnych elementów (takich jak nowe stwory).





Jeremy znowu obudził się na piaskowym wybrzeżu, z dala od domu. Utracił swojego brata, ale nie swoją wiarę. Zupełnie tak jak na początku tej głupiej historii z Utopią i Alkinem. Ale teraz w Jeremym Albatrossie burzyła się krew z pragnienia zemsty na Casmetrze za jej sztuczki...



część I
Rubież




Mam silne wrażenie, że to już się wcześniej wydarzyło. Zostawiony na pastwę losu na nieznanej wyspie, kolejny raz. I, po raz kolejny, jestem bez statku. Nie ma jednak Patrice'a... W każdym razie ostatnią rzeczą, jaką pamiętam, było wciąganie mnie do wiru kiedy ta cała pinda Casmetra zabrała przeklęty róg. Ta nikczemna wiedźma! Ani ja, ani... Och, cokolwiek ją tak naprawdę interesowało! Jedyna rzecz, której pragnęła, to róg otchłani! Do diabła! Nikt nie uniknie gniewu Jeremy'ego Albatrossa!

Utraciłem też swój but. Znowu.

Gdzieś niedaleko za mną pałętała się część załogi, która została wciągnięta razem ze mną. Ciekawe, czy reszta nie miała tyle szczęścia? Mam nadzieję, że się mylę. Bidley został za portalem...

- Hej, szczury! - krzyknąłem do zgromadzonych ludzi. - Musimy się stąd wynieść! Ale najpierw musimy się zorientować, gdzie właściwie jesteśmy, do stu beczek zjełczałego tranu!



Mija drugi dzień. Wciąż mam wrażenie, że przeżywam dawne dzieje, może nie licząc tej małej śmierdzącej wyspy. Moja Utopia jest zapewne daleko stąd. Będąc całkiem szczerym, czuję że jesteśmy gdzieś w zasięgu kreegańskich kopyt. Nawet powietrze jest tutaj inne... Musimy znaleźć jakąś osadę jak najszybciej, by uzupełnić zapasy wody.

To jest najradośniejsza część życia wilka morskiego: szansa na śmierć z odwodnienia, mając wodę wszędzie wokół. Ale Jeremy Albatross jest zbyt sprytny, by się bać tak małostkowych zagrożeń! Skłaniam się raczej ku myśli, że właśnie niebezpieczeństwa i trudności formują piracki charakter. Pewnego dnia, kiedy moja książka biograficzna zostanie wydana, opisane zostaną moje walory i galanteria jako prawdziwie pirackie cechy!



Niski, ciemnoskóry, kosy mężczyzna z drobnym czarnym wąsem stał naprzeciw mnie. Pamiętałem, że tacy ludzie żyli gdzieś w Krewlod i prowadzili życie koczownicze. Wywnioskowałem, że ten osobnik jest prawdopodobnie liderem.
- Kim jesteś? - zapytałem i zmrużyłem oczy.
- Imię to Timur - odpowiedział.
- I kim wy jesteście, ludzie? Co tutaj robicie?
- Nie, kim ty jesteś! - krzyknął Timur. - Żyliśmy tutaj spokojnie, bez żadnych kłopotów. Ty przychodzisz, zabijasz wszystkich, niszczysz fort!
- Odpowiedz na pytanie! - ryknąłem.
- Jesteśmy uchodźcami. Pracowałem tutaj na plantacji - odparł tubylec.
- Jakiej plantacji? - zdziwiłem się.
- Na północ jest duża wyspa - odpowiedział mój czarny przyjaciel. - Tam znajdziesz miasto - Nowe Steadwick.

Teraz zrozumiałem gdzie jestem, i wcale mnie to nie uradowało.
- Nowe Steadwick! - krzyknąłem z taką wściekłością, że nie tylko Timur, ale moi właśni ludzie trzęśli się ze strachu - Nowe Steadwick! Ty wąsaczu... Powiedz że to żart! - złapałem go za kołnierz i przyłożyłem szablę do jego krtani.
- Przysięgam na krew i honor! - jęknął, pocąc się jak świnia. - Naprawdę tak się nazywa!
- Słyszeliście to, chłopaki! - puściłem biednego Timura i odwróciłem się do mojej załogi, machając rękoma - Utopcie mnie! Zdajecie sobie sprawę z tego, gdzie jesteśmy?!



Daleko stąd, na wschód od Erathii, znajduje się archipelag pośród bezkresnego morza. My, piraci, nazywamy go Wyspami Gilberta. Erathianie nazywają go Clonedake. Jakiś czas temu, podczas złotej ery Erathii, zbudowali fort na największej wyspie, która rozwinęła się w osadę, a później - w pełną kolonię.

Łagodny klimat pozwolił na hodowanie tytoniu, kawy, trzciny cukrowej, lokalnych egzotycznych owoców i warzyw. Wcześniej te ostatnie były dostępne tylko w Tatalii. Po śmierci Gryphonhearta połączenia z metropleksem zostały zerwane, a tutejszy wicekról poczuł się pewnie na swojej pozycji władcy archipelagu. Tutejsi piraci pragnęli przejąć kontrolę nad ziemiami, wskutek czego wybuchła wojna.

To wszystko jednak nie jest ważne... Najważniejsze jest to, że te wyspy są umiejscowione straszliwie daleko od kontynentu! A ja nie mam najmniejszego pojęcia, gdzie jest Bidley i dokąd wypłynąć!



Kiedy byliśmy mali, mamusia opowiadała nam historię o Gwieździe Polarnej. Co najśmieszniejsze, słyszałem tę samą historię od piratów i diabli wiedzą kogo jeszcze.

- Jeremy-kan? - głos odezwał się za mną.
- Co? - odwróciłem się do Timura. Stał się swoistym przewodnikiem, kiedy zorientował się, że jestem teraz szefem.
- Nie chcę pytać, ale dlaczego przypłynąłeś do tych ziem? Walczysz jak prawdziwy syn stepów. Jesteś wojownikiem.
- Wo-o-ojownikiem... - zbladłem. - Przypłynąłem tu, by odpłynąć. Ale nie wiem dokąd, więc potrzebuję wskazówki w postaci Gwiazdy Polarnej.
- Och, też bym chciał odpłynąć - Timur się uśmiechnął. - Zapal gwiazdę i odpłyń gdzie tylko serce cię zabierze!
- Cholera. Nie czyń mojego życia jeszcze żałośniejszym - nastroszyłem się i odwróciłem z powrotem w stronę morza.
- Ale Jeremy-kan! Wiem jak ją zapalić!



Z rozkoszą częstowałem się lokalnym zacierem, tonąc we własnych myślach. Zacier był zrobiony z trzciny cukrowej. Nie powiedziałbym, że jest wspaniały, ale spełniał swoje zadanie. Niespodziewanie do kabiny wszedł Timur, a za nim... Coś. Żywe coś. Jeśli ta kupa czegoś wie, jak stąd się wydostać, zamieniam się w słuch. W przeciwnym razie zastrzelę bez pytania, na wszelki wypadek.

Był to człowiek ubrany w jakieś przedziwne szaty z piórami i w czapkę wyglądającą jak głowa ptaka. Ciemna skóra, wielki nos i okrągłe oczy bez wyrazu skrywały się pod tym nakryciem głowy.

- To jest Crang-Crang - Timur przedstawił nieznajomego.
- Crang-Crang - powtórzył dziwak bez powodu.
- Zrozumiałem - odparłem wkurzony. - Przynajmniej nie Arbgrh. Jak możemy odnaleźć Gwiazdę Polarną?
- Graal - odparł szaman.
- Graal? - upewniłem się.
- Graal. Przynieś Crang-Crang Graal. Zapalić gwiazda! Świecić!

Zaciągnąłem Timura za ramię na stronę.
- Co to jest, do diabła? Jestem bardzo zaskoczony, że to w ogóle może mówić.
- Jeremy-kan, to jest kapłan tutejszego ludu. Bardzo mądry! Ma jednak problemy z mową, tak.
- Do stu piorunów! Naprawdę mówił o Graalu? - westchnąłem.
- Tak. Zapewne go znajdziemy, kierując się obeliskami. Legenda mojego ludu głosi, iż na obeliskach znajdują się mapy prowadzące to miejsca, gdzie Graal jest ukryty - odparł nomada.
- Niech będzie. Zabierz stąd swojego przyjaciela, zanim ten smród nasiąknie meble... Pomyślę nad tym, co zrobić.



Nie mam pojęcia, czym właściwie jest Graal. Nie lubię myśleć o dziwnych i nieważnych sprawach. O wiele przyjemniejsze jest myślenie o złocie, rumie i kobietach. Los jednak chce inaczej!

Tak więc - Graal. Słyszałem że te rzeczy spadły raz z Niebios. Nikt tak naprawdę nie wie czym one są i ile takowych istnieje. Ale każdy chce mieć jeden dla siebie. Cóż, jeśli Timur ma rację i obeliski naprawdę pokażą mapę, dlaczego nie poszukać tego Graala? Jestem gotowy sprzedać swój ostatni but, by stąd się wynieść i znaleźć Bidleya. Mamusia nigdy by mi nie wybaczyła, gdybym nie odnalazł swojego ukochanego brata.



Wygląda na to, że przypomniałem sobie historie, o których mi mówił Patrice... Do diabła! On stąd pochodził, czyż nie? Uciekł kiedy oddział partyzantów został złapany, a jego rodzina uwięziona! Jakże przykro, że Patrice'a nie ma tutaj ze mną. Prawdopodobnie miałby tu parę spraw do załatwienia.

Lokalni piraci i wicekról dowiedzieli się o naszej obecności. Zdecydowanie są przeciwni temu, że Jeremy Albatross psuje im plany. Świetnie! Uwielbiam się bać. Nasza mała forteca jest atakowana coraz częściej przez tych, którzy pragną działać wraz z piratami i kolonistami.

Jedyne co mnie prawdziwie niepokoi to to, że nasi wrogowie mogą odnaleźć Graala przed nami.



Ludzie Timura odnaleźli ogromną sieć jaskiń zlokalizowaną pod wyspami. Zarówno potwory, jak i inteligentne stworzenia się tam osiedliły. Nie mam jednak nadziei, żeby te "inteligentne" stworzenia przebiły nasze regularne "arrrbghy". Czy powinniśmy tam szukać Graala?

Niestety szybko dotarły do mnie złe wieści, iż jaskinie są zamieszkałe przez demony, nie tylko Tuunbaqa. Podczas Pierwszej Wojny, Kreeganie wysłali tam ekspedycję. Jednakże Katarzyna zdołała pokonać Eeofol i Nighon zanim ekspedycja przybyła. Sojusz z Eeofolem został zerwany, a Kreeganie zostali opuszczeni w tych jaskiniach. Wątpię, by przez ten czas stali się milsi.

To wręcz oczywiste - nie można wylądować diabli wiedzą gdzie, stracić but i nie spotkać Kreegan.




Dla Bidleya do końca życia tajemnicą pozostanie to, czy sen, gdzie oddychał pod wodą i mógł wyraźnie wszystko widzieć, był profetyczny, czy może to po prostu zwykły sen. Teraz bowiem stał głęboko pod wodą, oddychając i patrząc na ryby i żółwie przepływające obok niego.



część II
Serce wód




Nie mogłem zrozumieć, gdzie właściwie się znalazłem. Czyżbym umarł? Ostatnia rzecz, jaką pamiętam, to to, że zostałem wciągnięty w jakiś wir. A teraz jestem w tym dziwny miejscu z resztą mojej załogi.

Wygląda to tak, jakbym stał na dnie morza. Wysoko ponad moją głową pływały (a może latały?) ławice ryb i ogromne żółwie. Ale to wszystko wokół to nie była woda. Gdyby to była woda, nie mógłbym oddychać ani swobodnie się poruszać. Tak jakby powietrze tutaj było kleiste i wilgotne, jak jakaś wyjątkowo przezroczysta ciesz, w której mogę oddychać.

Za mną był zamknięty portal. Gdzieś po drugiej stronie byli Jeremy, Tark i chytra wiedźma Casmetra z rogiem. Teraz zrozumiałem - to wszystko było uknute przez tę jędzę, żeby zdobyła artefakt! Kiedy Bidley był pojmany, miał okazję podsłuchać Dargema. Dowiedział się, że Casmetra wykupiła maga, by ten odnalazł róg, ale kiedy mu się to nie udało - uwięziła go w jaskiniach. To dlatego chciał zemścić się na niej i zabrać starożytny relikt. Ale Bidley powinien był pomyśleć o tym wcześniej.

Dziwna istota zbliżyła się do moich wojsk... ale w sumie widziałem już wcześniej tego typu stworzenia - to rusałka. Ciekawe jak ona potrafiła się poruszać w tutejszym powietrzu.

- Ojejku! - krzyknęła rusałka dźwięcznym głosem - To muszą być pierwotni!
- Gdzie... gdzie my jesteśmy? - zapytałem zdezorientowany.
- W wymiarze wody! - zaśmiała się. - Czy nie jest tu ślicznie?
- Tak, ślicznie - przytaknąłem ponuro - ale jak się stąd wydostać?
- Cóż, to niełatwe. Musisz zapytać o to Marinusa.
- A gdzie go znajdę?
- Niedaleko stąd jest miasto - Saltwater. Ale pierwotni nie mają tu wstępu.
- Na pewno dostanę wstęp - powiedziałem, poprawiając szablę przy pasie.
- Jaki przerażający pierwotny! - zaśmiała się ponownie rusałka. - Powodzenia więc. Saltwater jest na wschód stąd.



Wkroczyłem do pięknego budynku z nieznaną mi architekturą. Musiało to być coś na kształt biblioteki. Nie było tu ani pochodni, ani świec, które mogłyby rozświetlić komnatę, ale zamiast nich - dziwne kule świecące się jasnym biało-niebieskim światłem. Półki były zapchane książkami, schody prowadziły do wyższych stojaków. Wszystko inne było jak w typowej bibliotece.

- Kim jesteś? - rozbrzmiał głos z ciemności.
- Jestem kapitan Bidley - odparłem, odwracając się w kierunku głosu - i szukam Marinusa.

Z ciemności wyszła dziwna kreatura, wyglądająca jak człowiek bez włosów i pokryty samymi łuskami.

- Do czego tobie, pierwotny, jest potrzebny Marinus? - zapytała kreatura.
- Rusałka powiedziała mi, że wie on, jak wydostać się z wymiaru wody.
- Cóż, nie kłamała - odpowiedział tubylec. - Jestem Marinus, właściciel biblioteki w Saltwater.
- Dlaczego nazywacie nas pierwotnymi? - zapytałem.
- Nazywamy pierwotnymi wszystkie stworzenia pochodzące z waszego świata i im podobnych. Nie patrz tak na mnie. Jestem trytonem. Nasza rasa nie jest tak powszechna, ale niektórzy pobratymcy również żyją w waszym świecie.



Parę minut później dałem czas wolny swoim ludziom i zasiadłem z Marinusa do stolika.

- Przybyłeś w złe czasy - westchnął tryton. - Obecnie Lordowie Żywiołów są zainteresowani wojną z Kreeganami w twoim świecie i boją się zemsty z ich strony. Dlatego tak trudne jest przedostanie się do któregokolwiek z wymiarów, podobnie jak wydostanie się z niego. Ale możesz przeczekać, aż wojna się skończy.
- Nie mam czasu czekać - zmartwiłem się. - Mój brat może być w potrzebie. Zostałem zdradzony, a teraz chcę zemścić się na zdrajcach.
- Więc nie masz za bardzo wyboru - odparł Marinus zmieszany. - Najbliższa droga do twojego świata jest poprzez portal w Coralgate. Ale Lord Wody umieścił tam silnych strażników, żeby uniknąć inwazji Kreegan. Nie przepuszczą nikogo w żadną stronę.
- Jeśli muszę walczyć, jestem na to gotów! - odparłem gorliwie.
- Nie tylko będziesz musiał walczyć - rzekł bibliotekarz, kręcąc głową. - Lord Wody przygotował się na wypadek, gdyby strażnicy zawiedli. Bramy do Coralgate są zamknięte wodnym kluczem, mglistym kluczem i lodowym kluczem. Tak samo jak wejście do portalu...



Tryton powiedział że lodowy klucz można znaleźć na południowym zachodzie i jest strzeżony przez potężne lodowe smoki. Ja zaś mam ograniczone wojska: muszę oswoić kreatury z wymiaru wody. Może więc lepiej będzie, jak pójdę najpierw po klucze mglisty i wodny? Są strzeżone przez żołnierzy Lorda Wody. Jeśli ich pokonamy, będziemy mogli przekonać więcej kreatur do przejścia na naszą stronę.

Pamiętam swój stary sen. W nim pływałem w wodzie i mogłem patrzeć przez nią jak przez powietrze. Czyżby ten sen był profetyczny i przewidział on moją podróż do wymiaru wody? Przeraziło mnie to... ale co za nonsens, to tylko przypadek!

Chociaż nic nie jest nigdy takie proste...




Prędzej czy później każdy podstęp musi się skończyć. Po tym jak Casmetra zdradziecko pozbawiła Bidleya rogu otchłani, zdała sobie sprawę, że on za nią podąży. Mogłaby żałować swojej nieodpowiedzialności, ale było za późno. Bidley, Jeremy i Tark szykowali się do zaatakowania jej wyspy i zakończenia raz na zawsze całej intrygi.



część III
Róg otchłani




Jeremy wkroczył do Czarnego znaku, prędko się rozejrzał, wyciągnął ręce i krzyknął radośnie:
- Mój braciszku!
Nie miałem czasu na żadną reakcję i skończyłem w potrzasku ramion mojego brata.
- Jeremy! Do stu piorunów! Skąd przybywasz? Miałem właśnie zacząć cię szukać!
- Gwiazda Polarna wskazała mi drogę - odparł beztrosko Jeremy, wypuszczając mnie z uścisku.
- Jaka gwiazda? - zmarszczyłem brwi.
- To nieistotne. I tak już zniknęła. Nie uwierzysz, gdzie byłem! Plemiona kanibali, handlarze niewolników, kukurydza...
- Farciarz! Ja byłem w wymiarze wody.
- Co tam robiłeś? - zapytał Jeremy podejrzliwie.
- Żeglowałem - odparłem spokojnie.

Zasiedliśmy do stolika i opowiadaliśmy o swoich przygodach przez pewien czas, lecz później temat zszedł na tego, kto wciągnął ich w te wszystkie perypetie.
- Casmetra - westchnąłem. - Ta wiedźma. Oszukała nas wszystkich. Zdradziła nawet swojego najemnika. To był... Dargen?
- Dargem - potwierdził mój brat. - Ale Jeremy Albatross nigdy nie zapomina swoich wrogów! Casmetra zapłaci za swoje złe czyny.
- Co ty mówisz! - uśmiechnąłem się i nalałem trochę wina. - Myślałem że byliście sobie bliscy.
- Tak, ale co mogłem zrobić?! - Jeremy podniósł ręce bezradnie. - Zawsze dawałem się porwać zalotnym, pięknym kobietom! Nie jestem tak okrutny jak mój brat, którego nie interesują ani kobiety, ani mężczyźni, ani syreny. Nie myślałeś o zapisaniu się do Świątyni Słońca?
- Zastanowię się nad tym od razu jak uduszę osobiście Casmetrę - odparłem chłodno.
- Wiesz co jest najbardziej zastanawiające w tym wszystkim? - powiedział Jeremy z powagą w głosie, ucinając ironię. - Ona się nie ukrywa. Ta wiedźma ogłosiła całej Regnie, że dorwała się do rogu otchłani. Myślę że nawet Stanley Okrutny ukrywa się w swojej posiadłości, udając, że nic specjalnego się nie wydarzyło. Udało mi się tak w ogóle zdobyć trochę informacji...
- Oni się jej boją - przytaknąłem. - Całe cholerne Imperium Bezkresnego Oceanu kuli uszy po sobie jak szczur, czekając na to, co się wydarzy. Nie mam pojęcia do czego potrzebny jest jej ten róg i dlaczego tak uparcie za nim podążała, ale teraz musimy go jej odebrać. Nie tylko dlatego, bo jest mó... nasz, ale też dlatego, bo nie podoba mi się to, co się szykuje!



Istotnie, Casmetra wcale się nie ukrywała, a każdy nawet najbardziej pijany żeglarz z Regny doskonale wiedział, że siedzi w swojej rezydencji, trzymając przy sobie róg otchłani. Tark, stary przyjaciel mój i Jeremy'ego, już od dawna ją śledził. Od chwili, gdy fort Dargema runął, łuskowiec wierzył, że my z bratem nie zginęliśmy i że wrócimy tutaj któregoś dnia, by dokonać zemsty. I miał rację.

Jedyny problem był taki, że wyspa Casmetry była strzeżona przez dużą grupę jej zbirów. Znajdowały się tutaj co najmniej cztery zamki, ale nie wiadomo było, gdzie znajduje się władczyni. Rozdzieliliśmy się z Jeremym i Tarkiem po różnych częściach wyspy, zbudowaliśmy własne obozowiska i szykowaliśmy się na szturm na ziemie potężnej wiedźmy.

Po pewnym czasie jeden ze zwiadowców Tarka wrócił z wieściami. Od dawna krąży plotka, iż Casmetra nie tylko posiada róg otchłani, ale także chce z nim coś zrobić, odprawić jakiś rytuał. Jeśli to prawda, musimy ją zatrzymać, zanim jej się to uda, jako że nikt nie wie, co właściwie robi i w jakim celu.



- Hej, braciszku, głowa do góry! Niedługo dorwiemy tę wiedźmę i zapłaci ona za wszystko! - powiedział radośnie Jeremy.
- Tylko jeśli zdążymy na czas - zamyśliłem się. - Nie bez powodu mam obawy. Ona wie coś o rogu, czego my nie wiemy.
- Wynajmiemy nekromantę do sprawdzenia jej ciała! - zaśmiał się złowrogo mój młodszy brat, po czym wystrzelił odruchowo z półhaka w powietrze, manifestując swój młodzieńczy wigor.

W końcu przybył kolejny zwiadowca. Udało mu się dowiedzieć, że pod wyspą znajdują się sekretne korytarze. Będziemy musieli tam szukać Casmetry. Musimy tylko znaleźć wejście do tych jaskiń.

Dni stają się coraz dziwniejsze. Niedawno morze pokryło się drobnymi falami, po czym w mgnieniu oka ucichło. Może to było zjawisko natury, ale zgodnie z Jeremym stwierdziliśmy, że to prawdopodobnie sprawka zaklęć czarownicy.



Wygląda na to, że obawy się jednak potwierdziły! Nasi ludzie obserwowali morze, jak drgało, i słyszeli, jak ryczało. Zupełnie tak, jakby chciało wyskoczyć na brzeg, ale ostatecznie zrezygnowało z pomysłu.

- Diabli! - przekląłem. - Musimy się pośpieszyć. Nie wiem co Casmetra czyni: niszczy róg, ratuje świat, tworzy nową miotłę... ale róg musi być zabrany od niej najszybciej jak się da! Nie podoba mi się to wszystko, co się dzieje.
- Mnie również - Jeremy zbladł. - Co jeśli chce obudzić Uśpionego?
- Kogo? - zapytałem zdziwiony.
- Cóż, to ma sporo sensu. Żeby go obudzić, musisz zadąć w róg - szepnął Jeremy sam do siebie, po czym spojrzał na mnie i kontynuował - Istnieje legenda o starożytnym bóstwie, które śpi na dnie morza...
- Och, od razu powspominajmy wszystkie żeglarskie opowieści - machnąłem ręką i poszedłem zająć się własnymi sprawami.



Parę dni później znowu coś dziwnego się wydarzyło - wszyscy usłyszeli dźwięk wydobywający się z dna oceanu, który brzmiał bardziej jak jęk. Jest coraz mniej czasu.

Jeremy wpadł w obsesję na punkcie teorii o tym bóstwie. Udało mu się gdzieś znaleźć traktaty starożytnego maga Joycrafta. Przestudiował je i doszedł do wniosku, że Casmetra była członkinią złowieszczego kultu, który służy Uśpionemu.

Niebo się zachmurzyło, a od dwóch dni padał siarczysty deszcz. Na morzu panują wieczne burze. Nie ma wątpliwości, że Casmetra maczała w tym palce: gdy dni mijają, sztormy stają się coraz silniejsze.




Kiedy stajesz się silniejszy, musisz pamiętać o tym, że zawsze znajdą się inni, którzy będą chcieli obalić twoją potęgę. Bidley nie był przygotowany psychicznie na to, że po zdobyciu rogu otchłani stanie się Królem Piratów. Wielu wrogów połączyło swoje siły, by zabrać władzę nowemu Królowi i odebrać mu róg. Czy Bidleyowi uda się im przeciwstawić? Czy przejdzie próbę siły i władzy?



część IV
Wszyscy na pokład!




Nie mogliśmy wraz z Jeremym zaspokoić swojej żądzy zemsty. Casmetra, pokonana, rzuciła wszystko i ukryła się w portalu, który prędko zamknęła. Nikt więcej nie ujrzał tej wiedźmy na Regnie. Wziąłem ze sobą róg, ale nie mogłem zrozumieć, co Casmetra chciała nim uczynić.

Po tygodniu bezowocnych poszukiwań Casmetry zrezygnowaliśmy z dalszych prób. Właściwie zostałem Królem Piratów. Oficjalnie Regna nigdy nie była królestwem ani imperium, mimo że często była nazywana Imperium Bezkresnego Oceanu. Od czasu do czasu niektórzy kapitanowi i admirałowie walczyli o pełnię władzy aż do momentu, kiedy mogli dosłownie wpływać na los pirackich przestępców zgodnie z własnym sumieniem. Jednak po ich śmierci wszystko wracało do normy. Teraz krążą plotki, iż jestem nowym Królem Piratów. A to oznacza, że nie tylko wzbudzam respekt i strach, ale też nienawiść. Jednakże właściciel starożytnego potężnego artefaktu nie przestraszy się innych kapitanów, do których los się nie uśmiechnął. Strach przed nieznanym jest o wiele silniejszy niż osobiste ambicje.

Jedyne zagrożenie nadchodziło ze strony mórz.



Był słoneczny dzień, kiedy siedziałem wraz ze swoją załogą w przybrzeżnej fortecy. Róg otchłani swobodnie wisiał przyczepiony do mojego pasa, a ja, Król Piratów, nigdy się z nim nie rozstawałem. Niespodziewanie podbiegł do nas jeden z żeglarzy. Wyglądał na przestraszonego, a w garści trzymał zwój.

- Kapitanie, kapitanie! Przysięgam na wszystkie morskie diabły! To był dżinn! Dżinn się pojawił i kazał mi to tobie przekazać!

Zaintrygowany wziąłem zwój, rozwinąłem i zacząłem czytać.

Pozdrowienia, Bidley Roberts, nowy Królu Piratów!

Jestem Solmyr, skromny sługa Gavina Magnusa, Nieśmiertelnego Króla Bracady. Mój władca jest zaniepokojony wieściami, iż jesteś w posiadaniu potężnego artefaktu - rogu otchłani. Sądzimy, iż ten przedmiot musi być trzymany tutaj, w Bracadzie, pod ścisłą obserwacją najpotężniejszych arcymagów. Nie jesteś obyty z wiedzą - jesteś bardziej bandytą i złodziejem. Bez wątpienia użyjesz tego artefaktu w imię zła: żeby zdobyć władzę i osobiste bogactwo. My, magowie Bracady, nie możemy przyglądać się z boku, kiedy róg otchłani znajduje się w rękach chciwca.

Z tego powodu informuję, iż niedługo wyślemy zbrojną ekspedycję, a ja będę nią dowodził. Nie zamierzam pytać ciebie, byś zwrócił nam artefakt, gdyż w każdym wypadku nam odmówisz. Oprócz tego zwrócę twoją uwagę, iż sami Władcy Żywiołów wyrazili chęć wsparcia naszego władcy. Są również zaniepokojeni tym, co się dzieje z waszą krainą, a Lord Wody jest wściekły z powodu twojego niedopuszczalnego zniszczenia fortecy Coralgate.

Dla Króla Piratów, od Solmyra - dżinna z Bracady.


- Mądry dżinn - przytaknąłem. - Faktycznie nie zamierzam oddać rogu bezinteresownie. Zabierzcie go, jeśli chcecie.



W ciągu paru dni zgarnąłem razem z Jeremym i Tarkiem swoich ludzi, gdy stało się jasne, iż magowie przygotowują się do ataku.

- Cholerny Xanthor! - przekląłem, patrząc na horyzont przez lunetę.
- Xanthor? - zapytał Tark zaskoczony.
- Czarodziej, którego uratowałem z barbarzyńskiego więzienia. To on powiedział mi o rogu otchłani, w ramach podziękowań za oswobodzenie.
- A teraz ci sami czarodzieje chcą nas zabić, by zdobyć róg - Jeremy szczerzył zęby. - Tak, czasem los ma tak dobre poczucie humoru, jak ja sam.
- A ci Władcy Żywiołów ciągle wchodzą mi paradę od dłuższego czasu - dodałem, odrywając lunetę od swojego oka.
- Przynajmniej Erathianie są zajęci Kreeganami i nie będą nam przeszkadzać - podsumował mój brat.

- Dobra, chłopaki - odwróciłem się do swoich towarzyszy - musimy się przygotować na ciężką wojnę. Wygląda na to, że Bracada chce użyć wszystkich sił, jakie tylko posiada, przeciwko nam. Dotychczas żaden z naszych przeciwników nie był tak potężny, ale posiłki z Regny przybędą lada moment.



Niepokojące wieści przybyły.

- Drogi braciszku, pamiętasz Dargema? - zapytał mnie Jeremy.
- Tego nieszczęśliwca, który mnie wziął w niewolę? On jeszcze żyje?
- Owszem. Zgarnął jakąś armię najemników i kapitanów, którzy cię nie lubię. Krótko mówiąc, wygląda na to, że posiłki z Regny przeszły na jego stronę.
- Co za niespodziewany zwrot akcji - odparłem z zimną krwią. - Ale to nie wszystko, prawda?
- Niestety - Jeremy pokręcił głową. - Dargem przyciągnął za sobą innych miłośników rzadkich artefaktów - czarnoksiężników z Nighonu. Zapewne obiecał im oddać róg, a on sam szuka tylko zemsty. Aczkolwiek nikt nie wie czego on do diabła naprawdę chce.
- Aż tylu jest zdesperowanych, by zdobyć jeden róg! - zaśmiałem się. - A jak niby się nim podzielą, jeśli mnie zabiją?
- Pewnie wyrżną siebie nawzajem - mój młodszy brat z zażenowaniem podniósł dłonie.
- Mam nadzieję, że zaczną to wcześniej, żebyśmy my mogli się zakraść i poderżnąć im gardła - odparłem ponuro, podnosząc szablę.



Wszystko wskazuje na to, że Władcy Żywiołów zmaterializowali swoje fortece gdzieś na północy. Jednakże Lord Ziemi miał pewne trudności. Jego armia pojawiła się gdzieś pod ziemią i znalazła się w potrzasku czarnoksiężników Nighonu, którzy w ogóle się tego nie spodziewali.

Wrogie armie rosną jednak w siłę każdego dnia. Tark uważa, że dobrą taktyką byłoby skonfrontowanie przeciwników samych ze sobą i skorzystanie z ich osłabienia. Jeremy uważa że lepszą opcją byłoby niespodziewanie zaatakować złogi renegatów i najemników, by przejąć ich broń i surowce.

Okazuje się też, że część piratów odmówiła współpracy z Dargemem. Lojalni kapitanowie obiecali mi, że będą przysyłać co miesiąc statki z zasobami...



Każda historia ma początek i koniec. Zaczynając od stęchłej tawerny przy brzegach Krewlod, opowieść zakończyła się wraz z życiami wrogów Króla Piratów. Teraz nikt nie odważy się przeciwstawić się jego sile przez długi czas. Róg otchłani należy tylko do Bidleya, a on udowodnił to własną krwią. Jednakże... czy jego umysł oprze się niszczycielskiej otchłani?




© 2003-17 Kwasowa Grota. Wszelkie prawa zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie, publikowanie lub modyfikowanie tekstów grafiki i innych materiałów chronionych prawem autorskim znajdujących się na stronie bez wyraźnej zgody autorów jest zabronione.
Komnaty "Horn of the Abyss". Redakcja, kontakt